W dzisiejszym, budującym się, nowym polskim społeczeństwie obywatelskim, pojęcie kariery stało się tak oczywiste, że raczej nie łączy się go już z negatywnymi skojarzeniami. Mimo to wydaje mi się, że warto w tym miejscu przypomnieć dwie prawdy, których uczyli nas dawni moraliści.
Pierwsza z nich mówi, by człowieczeństwa tak w sobie jak i w drugim człowieku używać nie tylko jako środka, ale zarazem jako celu. W interesującym nas kontekście znaczy to: nie traktuj swojego człowieczeństwa tak, ażeby podstawowym kryterium twej wartości była zdolność sprzedania twej siły roboczej na rynku pracy. We współczesnym polskim szkolnictwie wyższym panuje moda by kształcić się na takich kierunkach, które kojarzą się z perspektywą osiągnięcia władzy i pieniędzy. Rzesze młodzieży podejmują studia przygotowujące do pracy w sferze marketingu, zarządzania, czy prawa itp. Nadal panuje przekonanie, że kierunki takie dają gwarancję pracy – w rzeczywistości nawet w dużych miastach nierzadko zdarza się sytuacja, gdy o posadę sekretarki stara się kilkanaście absolwentek studiów wyższych, natomiast pracę mogą znaleźć absolwenci tak niemodnego kierunku, jak inżynieria górnictwa.
Z drugiej strony na każdym kroku spotykamy się z zalewem pseudonaukowej literatury oraz aktywnością pseudonaukowych form szkolnictwa, gdzie pseudospecjaliści uczą, iż kluczem do sukcesu zawodowego są takie atuty psychologiczne jak asertywność, zdolność do negocjacji, czy nawet odpowiednie gesty ciała, których można się wyuczyć. Nie wątpię, że umiejętności te mogą stanowić znakomity dodatek do zasadniczych walorów, wkraczającego w życie, młodego człowieka. Ale nie można z nich stworzyć osobowości, tak jak z samej tylko soli, papryki i pieprzu nie ugotuje się zupy.
Psychologia, podobnie jak medycyna, powinna opierać się na maksymie, aby przede wszystkim nie szkodzić swemu pacjentowi. Obawy światłych psychologów co do tego, że preferowany obecnie system obróbki ludzkiej psychiki w taki sposób, aby stała się ona narzędziem nadążającym (przynajmniej do czasu) za przemianami współczesnego świata, wydają się ze wszech miar uzasadnione.
Kult młodego człowieka kariery (nie chcę użyć źle kojarzącego się słowa: „karierowicza”) wiąże się ponadto z jeszcze jednym niebezpieczeństwem. Ktoś, kto wiecznie pragnie być na czasie i ciągle dostosowuje się do wymagań współczesności, z góry przecież godzi się na bycie kimś przeciętnym. Gdzieś po drodze gubi tak charakterystyczne dla młodości marzenie, by choć raz być na szczycie (marzenie, które jednym każe napisać książkę, innym zdobyć biegun, a jeszcze innym zamknąć się w klasztorze). Człowiek, którego celem życia staje się wyłącznie kariera, a nie realizacja własnych marzeń, w istocie używa swojego człowieczeństwa przede wszystkim jako środka, wpasowanego w rytm wydarzeń stającego się świata, nie zaś jako celu.
Współcześnie lansowany model kariery zawodowej zgodnie z którym młody człowiek powinien nabywać pewnych cech psychologicznych, dzięki którym, jako sprzedawca swej siły roboczej, znajdzie się na rynku (w najszerszym znaczeniu tego pojęcia), przypomina nieco słowa ze starej piosenki Wojciecha Młynarskiego mówiące o tym, jak ktoś posiadł umiejętność, by sprzedawać agrest jako winogrona.
Szacunek do idei człowieczeństwa uczy nas, aby nie oszukiwać innych i nie robić z samego siebie narzędzia oszustwa. Żadna znajomość metod manipulacji w stosunkach międzyludzkich, nie zastąpi fachowej wiedzy i doświadczenia, a kłamstwo i pozerstwo (tak jak w puencie piosenki Młynarskiego) ostatecznie i tak wyjdą na jaw. Zamiast więc przerabiać agrest na winogrona należy bezwzględnie nauczyć się te ostatnie hodować.
Takie wnioski powinniśmy wyciągnąć, gdy na pytanie o sens kariery zawodowej spojrzymy z perspektywy imperatywu kategorycznego. Lekcja, której mógłby nam udzielić współczesny żeromszczyk, uzupełniałaby tę prawdę. Głosiłaby ona: twym powołaniem jest pomoc słabszym grupom społecznym (ale bez degradacji własnego człowieczeństwa wyłącznie do roli środka). Sens tej ostatniej deklaracji wydaje się być, w świetle zaprezentowanego wcześniej stanowiska, jasny. Chciałbym jednak uzupełnić go pewnym przykładem.
Przed kilku laty telewizja polska emitowała głośny film dokumentalny Arizona, przedstawiający, notabene dość tendencyjnie, warunki życia mieszkańców osiedla przy upadłym PGR. Ten kontrowersyjny i w sumie niezbyt rzetelny, choć nagrodzony licznymi nagrodami film, był pokazywany na seminarium uniwersyteckim z socjologii, jako materiał dokumentalny. Jedna z uczestniczek seminarium powiedziała mi wstrząśnięta, iż w konkluzji dyskusji jaka się wywiązała, ktoś ze studentów stwierdził: „ci ludzie mogą tylko wymrzeć”.
Wymrą na pewno, proszę Pana – odpowiedziałby Jaspers – bo śmierć jako jedyny konieczny fakt życia jest sytuacją graniczną. Dlatego sama myśl, by szukać w niej antidotum na rozwiązanie w przyszłości jakichś problemów ekonomicznych, jawi się dość makabrycznie. Młody socjolog, który rozwiązanie ludzkich problemów społecznych widzi w śmierci, niewiele różni się od studenta medycyny, który z góry, po obejrzeniu jakiegoś filmu stwierdziłby, że pomoc medyczna pewnym grupom cierpiących mija się z celem.
Groteska polega zaś na tym, że ów student studiuje na koszt podatnika. A współczesna wersja ewangelicznej przypowieści o wdowim groszu winna przypominać, że podatki nędzarzy, w odróżnieniu od podatków bogaczy, są ściągalne niemal w stu procentach.
Fragment eseju filozoficznego pt. "O PEWNYM POLSKIM MODELU KARIERY ZAWODOWEJ – KARIERA JAKO SŁUŻBA SŁABSZYM GRUPOM SPOŁECZNYM (NA MARGINESIE ETYKI KANTA I ŻEROMSKIEGO)" autorsta prof. dr hab. Mirosława Żelaznego
Prof. dr hab. Mirosław Żelazny urodził się w 1954 r. w Radomiu. Kierownik Zakładu Estetyki w Instytucie filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zajmuje się historią filozofii nowożytnej i współczesnej. Tłumacz i wydawca pism Kanta, autor m.in. Heglowskiej filozofii ducha, Idei wolności w filozofii Kanta, Nietzsche. "Ten wielki wzgardziciel", Estetyki filozoficznej. Autor opracowań popularyzujących filozofię: Kant dla początkujących, Podpatrzyć niebo. Esej z filozofii idei Hegel dla początkujących.