
(...) Czy można znaleźć człowieka, który nie chciałby być szczęśliwy? Szukamy szczęścia i spokoju w różnych miejscach i zajęciach, a tymczasem radość i pokój są już w nas obecne, jako rzeczywistość naszej prawdziwej natury. Doświadczamy radości i pokoju odkrywając je w naszym wnętrzu. Mam tu na myśli, że nie znajdujemy ich konstruując coś na zewnątrz i perfekcyjnie wykonując wszystko, co jest skądinąd naszą normalną reakcją w życiu. Spotykasz kogoś i pytasz: „Jak leci?” Zazwyczaj w odpowiedzi słyszymy „ W porządku” lub „Całkiem nieźle”. Anglicy są jeszcze bardziej powściągliwi, więc zwykle odpowiadają „Oh, nie mogę narzekać”. Wszyscy chcemy, aby wszystko w życiu się jak najlepiej układało. To bardzo naturalne. Jednak życie niesie z sobą różne dylematy i zawsze trzeba w nim coś „naprawiać”. Pojawiają się konflikty, przeżywamy rozczarowania, coś nam nie wychodzi, spóźniamy się na ważne spotkanie... poważne i drobne sprawy kończą się niepowodzeniem. Medytacja tego nie zmienia, ale różnica, jaką wnosi do naszego życia polega na tym, że odkrycie źródła radości i pokoju w naszym wnętrzu, pomaga nam radzić sobie z niedogodnościami w o wiele lepszy sposób.
Miałem okazję doświadczyć tego kilka dni temu. Na początku mojej podróży, byłem we Włoszech i musiałem w drodze do Singapuru polecieć do Londynu i przesiąść się na Heathrow. Tam do terminalu wylotów miałem dojechać pociągiem Heathrow Express. Ktoś mnie źle poinformował i zamiast wysiąść na właściwym terminalu pojechałem do ... Londynu. W międzyczasie mój samolot do Singapuru wystartował beze mnie – gorzej być nie mogło! To daleka od perfekcji przesiadka i podróż. Byłem na siebie zły, byłem zły na wszystkich, których tylko mogłem obwinić, ale uzmysłowiłem sobie, że przede wszystkim, powinienem winić samego siebie. Jaką różnicę wprowadza medytacja w naszych zmaganiach z tymi praktycznymi, codziennymi przeciwieństwami losu? Cóż, mogą nas one złościć, można popaść w przygnębienie i chwilową rozpacz. Mogą sprawić, że poczujesz się nieudacznikiem, wręcz skończonym głupcem. Przyznaję, że wtedy czułem wyraźnie całą tę burzę uczuć, ale jestem pewien, że zareagowałem na tę komplikację w podróży diametralnie inaczej, niż postąpiłbym trzydzieści, czy nawet dziesięć lat temu.
Sądzę, że owa „medytacyjna różnica” pozwala zdać sobie sprawę, że kiedy coś nam w życiu nie wychodzi, z naszej lub nie naszej winy, wtedy nie zostajemy odcięci od owego doświadczenia radości i pokoju w naszym sercu. Jeśli uda nam się to osiągnąć, jeśli potrafimy być wystarczająco obecni w danej sytuacji, wówczas nawet paradoksalnie można wykorzystać przeciwności i rozczarowania, jakie nam się przydarzają, jako okazje do jeszcze głębszego doświadczenia radości i pokoju w naszym wnętrzu.
(...)

LAURENCE FREEMAN OSB
Ojciec Laurence Freeman urodził się w Londynie. Uczęszczał do szkoły benedyktyńskiej. Stopień magistra literatury angielskiej zdobył w New College w Oksfordzie. Pracował w ONZ, bankowości i jako dziennikarz, aby ostatecznie wstąpić do klasztoru benedyktynów opactwa Ealing.
Artykuł pochodzi ze strony internetowej Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej: www.wccm.pl