
Benjamin Franklin twierdzi, że kto jest dobry w znajdowaniu wymówek, rzadko bywa dobry
w czymkolwiek innym.
Pracowałam kiedyś pewną panią, której zawsze „coś” przeszkadzało w przekazaniu gotowej pracy w umówionym terminie. Raz zepsuł się jej samochód i utknęła na wiele godzin na pustkowiu, a komórka jak na złość nie miała tam zasięgu, raz musiała odwieźć chorą koleżankę do lekarza a potem dwa dni siedzieć przy jej łożu boleści, kiedy indziej „złośliwy” pies zjadł wszystkie notatki, a komputer cyklicznie z nikomu niewiadomych powodów kasował akurat te pliki, nad którymi pracowała, itp.
Przeważnie na co dzień nie stosujemy aż tak wyrafinowanych wymówek, jednak stosujemy je niemal wszyscy. „Od jutra przechodzą na dietę/ rzucam palenie/ ograniczam kawę/ szukam pracy”, nie miałam/łem czasu na spacer/ rozmowę z partnerem/ pójście do kosmetyczki/ przeczytanie książki”, „co się odwlecze to nie uciecze”, no i wszechobecne, ulubione słówko nagminnych „wymówkowiczów” – ALE: „zrobiłabym to, ale…”. Znamy? Znamy.
Chciało by się powiedzieć: ALE tak wiele osób czuje przemęczenie pracą, codziennością. Mamy mnóstwo zajęć, a czas zdaje się kurczyć niemiłosiernie. Jest tyle możliwości wokoło, ALE brakuje na to wszystko czasu. Nie dam rady, zapomniałam, coś się nieoczekiwanie wydarzyło, zrobię to następnym razem… Sprawy bieżące przesłaniają nam widok. Plany miesięczne w pracy, zadania wykonywane z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, często brakuje siły aby myśleć o sobie, nie mamy głowy nawet do tego, żeby pomyśleć, co będę robić za rok, za dwa lata, a co dopiero w ogóle w życiu.
Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje?
Dlatego, że ludzie demotywowani wykonują zajęcia wbrew sobie, bez wiary w rezultat. Być może utrwalili w sobie pogląd, że „praca musi boleć”, albo że „trudności się pokonuje z mozołem” i ciągle zastanawiają się co zrobili źle, gdzie tkwi błąd, kto zawinił i co się jeszcze złego może stać.
W życiu ludzi często brakuje strategii. Tak, strategii ścieżki sukcesu albo strategii radości z własnych działań. Poczucie niemocy sprawia, że możemy nie zauważać, że jesteśmy np. niewłaściwymi osobami na niewłaściwych miejscach, że nasze miejsce dotyczy zupełnie innej aktywności. Słyszeliście z pewnością takie stwierdzenia: „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” – używane zamiennie z „jakoś trzeba zaakceptować tę brutalną rzeczywistość”.
Robić to, co lubię, co sprawia mi radość, co jest związane z moją pasją – zdawałoby się, że to prosta i logiczna rada na odmienienie „brutalnej rzeczywistości”. Łatwo powiedzieć.
Jednakże to jest ta właściwa rada. Związana na stałe z procesem zmiany. Jeśli się zdecydujemy na ten proces zmiany, przekonamy się, że nie musi on być ani długi, ani żmudny. Jednak musi się dokonać. Chodzi bowiem o zmianę głęboką, o zmianę tożsamości. Czy chcę się czuć zaangażowanym, potrzebnym człowiekiem/ pracownikiem, który odnosi sukcesy, czy skazuję siebie na przeżywanie życia jako najemnik, który nie lubi ani swojego życia ani swojej pracy?
Czy oczekujesz gotowej recepty na spełnione, pełne szczęścia i radości życie? Podane gotowe rozwiązanie nie sprawdza się nigdy. Pewnie dlatego, że w ogóle nie zostanie zastosowane. Bo każdemu potrzebna jest droga, żeby dostrzegł swój wkład i dokonał odkryć, które przyniosą zmianę.
Tajemnica tkwi w gotowości i motywacji do zmian. Również do zmiany nastawienia do pracy, związku, relacji z innymi, jedzenia, zdrowia.
Ze zmianą życiową jest tak, jak z wynalezieniem telefonu komórkowego. Rozwiązanie zawsze było gotowe, „natura znała je od zawsze”. Trzeba było jedynie do niego dotrzeć. Sekret dokonania się zmiany tkwi w archimedesowskim okrzyku „Eureka!”. Wcześniej była potrzebna wiedza, było potrzebne otwarcie na nowe i gotowość do jego przyjęcia, by na końcu dostrzec rozwiązanie. Eureka! To jest właśnie droga w zmianie.
Jak mawiał Albert Einstein: „Nie możemy rozwiązywać naszych kłopotów świadomością, która je stworzyła”. Nie zmieni swojego życia ten, który postrzega swoje życie jako staw z bezpiecznym małym źródełkiem. Z pragnieniem, żeby życie się zatrzymało, ustabilizowało raz na zawsze, żeby wszystko w nim było przewidywalne, pod kontrolą.
Życie to trenowanie w działaniu, w czasie akcji, w momencie podejmowania decyzji, ciągłego wychodzenia ze strefy komfortu, z dotychczasowych technik działania. Jednym słowem podejmowanie prób nowego rodzaju. I ciągłe zadawanie sobie pytań: Co jest dla mnie dobre? Co mi służy? Co jest skuteczne?
Opowiem pewną historię.
Znałam cz łowieka, który prowadził kiosk z gazetami. Był bardzo dobry w tym, co robił, jednak jego dochody nie pozwalały na godne utrzymanie rodziny. Żona nie ukrywała swojego niezadowolenia i z czasem pojawiły się w ich związku poważne spięcia. Mężczyzna mając dość urągań żony i poczucia, że jest życiowym nieudacznikiem, postanowił pójść po kredyt.
W banku zapytano go, na co chciałby przeznaczyć kredyt. Niezbyt pewnie odpowiedział, że na stolarnię. „A jaki ma pan biznesplan” – zapytał doradca kredytowy. „No jak to jaki? Otworzę stolarnię! Kupię taką maszynę i taką, komputer, biurko i wynajmę jakiś lokal”. – odpowiedział. Kredytu oczywiście nie otrzymał.
Pewnego dnia rozmyślając o swojej przyszłości zaczął się poważnie zastanawiać nad otworzeniem drugiego kiosku. A potem następnego i jeszcze następnego. Pomyślał, że mógłby w zależności od punktu dawać trochę inny towar, np. przy stacji kolejowej znaczki pocztowe, kanapki, napoje, książki w wydaniu kieszonkowym, a na osiedlu, gdzie mieszkają młodzi ludzie z dziećmi więcej zabawek, środków higienicznych i czasopism przeznaczonych dla tej grupy klientów. Tak mocno wszedł w te swoje wyobrażenia, plany i strategie działania, że niemal widział już siebie, jak negocjuje preferencyjne ceny w hurtowniach (bo zamawiał więcej niż właściciele pojedynczych kiosków). Zaczął czytać poradniki o tematyce marketingowej, przestudiował prawo gospodarcze, nawiązał kilka ciekawych kontaktów z dostawcami i pewnego dnia powiedział żonie pewnym tonem: „Idę po kredyt!”.
Pewny siebie, w najlepszym garniturze i z biznesplanem w ręku rzekł do doradcy kredytowego (tego samego, co poprzednio): „Chcę ukioskowić całe miasto. Proszę, oto mój plan działania”. Kredyt otrzymał.
Wiem, że w ciągu niespełna 1,5 roku stał się właścicielem większości kiosków w swoim mieście, mistrzem kioskarskim i … znanym specjalistą od marchendaisingu.
I to byłoby na tyle. Wierzę, że opowieści zawierają w sobie więcej mądrości, niż tomy teorii. Zapraszam w imieniu HM CLINIC do kontaktu z naszym HM CONSIERGE, który z pewnością pomoże w wybraniu najlepszego sposobu do wsparcia Was w zmianie.
Aneta Pietrzak
Specjalista w Instytucie HAPPYMORE